Witaj Gościu

Cześć

Cieszę się, że do mnie zajrzałeś. Co to za stronka? Ujrzała światło dzienne latem 2010 r., chyba po prostu z potrzeby pisania. Wrzucam tu teksty przeróżne. Czasem coś urodzi się w danej chwili, to znowu pokażę efekt wielomiesięcznej pracy, gromadzenia różnych informacji, których szukam w książkach, archiwaliach, Internecie… Najczęściej dotyczą historii formacji stojących na straży bezpieczeństwa i porządku publicznego, ale też dziejów mojej Małej Ojczyzny - miejsca, w którym łączą się trzy rzeki: Wisłoka, Jasiołka i Ropa. To malownicze bardzo, wyjątkowe pod wieloma względami, Jasielskie.

Poziom prac jest różny. Mają one głównie charakter popularyzatorski. Jednak – chciałbym to podkreślić, Szanowny Czytelniku - że moją ambicją jest być jak najbliżej prawdy.

Nie bądź rozczarowany, jeśli okaże się, że linki przekierowujące do innych tekstów nie będą działać. Skorzystaj wtedy z wyszukiwarki,a tekst łatwo znajdziesz. Linki nie działają z tego powodu, że to już trzecia odsłona tego bloga, w innym kawałku internetowej przestrzeni. Poprzednie strony po atakach spamowych musiały być wygaszane.

Ostatnie i polecane

Jak wójt z Kątów poszedł do pana dopomnieć się o swoje

Katy1W dawnych pamiętnikach ukrytych jest tak wiele ciekawych opowieści. Uważam, że warto je przybliżyć. Dzieje dawne ale słowo w nich żywe, zapisane często przez samouków ale zazwyczaj z jakże wielką pasją. Przedstawiam fragment wspomnień Marcina Kwiatka z Kątów. Rzecz o przygodzie jego pradziadka –  przez rodzinę mu przekazana – który do jaśniepana w Ropie pod Gorlicami poszedł domagać się zabranej mu działki. Opowieść niby śmieszna ale w istocie bardzo poważna, bo traktuje o poszanowaniu godności człowieka.

Na zdjęciu stara kuźnia w Kątach.

Zanim zacytuję pamiętnikarza, gwoli wprowadzenia przypomnę, że po zniesieniu pańszczyzny (1848 r.) chłopi otrzymali ziemię na własność, pozbawiono ich jednak lasów, które pozostały pańskie. W związku z tym mieszkańcy wsi Kąty weszli w spór z ziemianinem. Doszło do procesu, który rozpatrywał sąd w Sanoku. W jego wyniku wieś otrzymała 80 morgów lasu, który pozostaje własnością wspólnoty do dziś. Był to wówczas wielki sukces gromady.

Przypomnę jeszcze, że panowie otrzymali odszkodowanie za ziemie oddane chłopom ale pozostało im prawo propinacji, czyli wyszynku alkoholu. Na tym sporo zarabiali. Pan z Ropy korzystając z tego prawa postawił we wsi kolejną karczmę, a wybudował ją na działce urzędowej, będącej wcześniej w użytkowaniu wójta. Tak bowiem często bywało, że wójt za posługę społeczną dostawał ekwiwalent w ziemi. Mateusz Kwiatek, ówczesny wójt,  postanowił pójść do Ropy, gdzie mieszkał książę, właściciel Państwa Myscowskiego (tak nazywano klucz wsi ciągnący się od Kątów na północy po  granicę na południu) zaprotestować przeciw pańskiej samowoli i domagać się zadośćuczynienia.

Marcin Kwiatek (fragment niepublikowanych wspomnień):

Rozgoryczony tą doznaną krzywdą z ręki możnego grabieżca postanowił pradziad powędrować do Ropy, gdzie zamieszkiwał książę właściciel tych rozległych dóbr na szerokim Podkarpaciu do granicy Węgier włącznie. Doszedłszy na miejsce w drugim dniu rano zobaczył dwie osoby klęczące na schodach pod drzwiami księcia kancelaryj. Widok tego poniżenia się człowieka przez klęczki przed możnem i to przed tem co mu wyrządził tak dotkliwą krzywdę, wzruszyło to pradziada do głębi. Co tu było robić? Doszedłszy ku schodom musiał dopasować do tych co już byli na klęczkach. Oburzenie pradziada nie miało granic, szepcząc myślami: pańszczyzna zniesiona, Wiosna Ludów przeszła, a klęczki przed możnym się nie kończą. Napawa go niesamowity gniew, a przecież Szela panów rznął piłą – o tym także zapomniał do licha.

Chwila wyczekiwania w takiej pozycji i to [na] twardych kamieniach wydłużała się. Aż wreszcie otwarły się drzwi [i] na podium stanął książę odziany w purpurę oraz przyboczny sługus. Nastąpiło przepytanie kto jest skąd i po co. Książę dał rozkaz swemu sługusowi: Andrzej  idź zobacz w tej oto książce, w której to są spisane te czarne owce z tych przeklętych Kątów. Czarnymi przeklętymi owcami nazywał możny tych, którzy to brali udział w procesie o las dzisiejszej Wspólnoty.

Po chwili otwarły się drzwi. Klęczący [w] naprężeniu pradziad słyszy bicie swego serca, bo przeczuwa jaka go czeka rekompensata za ową zabraną parcel skoro jego nazwisko znajdzie sługus w cyrografie. Z otwartych drzwi wychodzi ów Andrzej i spojrzał złowrogo na klęczącego. A skoro książę zwrócił uwagę na wychodzącego z drzwi swego wysłannika ten rzekł te oto słowa: „tak jest Jaśnie Wielmożny Panie”. Uniesiony wściekłością książę kopnął go długoszpicowym butem w piersi wypowiadając już te słowa, uniesiony niepohamowaną złością.: „Zamiast  mi poddanego nie mam cię za psa na moim dziedzińcu, marsz mi stąd!” Pradziad odszedł z bojaźnią i bólem w piersiach od pchnięcia go długonosatem butem. Ponieważ była w owym czasie taka butna moda, że czem bogatszy pan, nosił dłuższe buty, tak, że długość butów u wielce możnych dochodziła do półtora łokcia, to jest dzisiejszej miary dziewięćdziesiąt centymetrów (stopy). Powrót pradziadka do wsi z tej beznadziejnej podróży wywołał we wiosce tutejszej niesamowity lęk, a tutejsi chłopi od tego zajścia unikali wszelkich sprzeczek z możnymi, tak, że podniesiony rewolucyjnie duch u chłopów zamarł  na długie lata, bo aż [do] 1895 roku. Do tego czasu możni wyrządzali z chłopami różne harce lekceważąc ich wykorzystywali przy każdej sposobności. Trzymali lud w ciemnocie, zamiast budować szkoły budowali liczne karczmy ażeby chłopa rozpijać i jak najdłużej trzymać w ciemnocie i posłuszeństwie dla nich.     

Z moich pobieżnych ustaleń wynika, że wydarzenie to miało miejsce po 1858 r., wtedy zaczęły się procesy o serwituty.

Na zdjęciu widok na dolną część Kątów (i Sklanik) z Góry Grzywackiej w Beskidzie Niskim. 

katy 2

Komentowanie wyłączone.